Będę łamiakcjem bo naleśniki obiecałam dopiero na obiad.
Odkryłam, że poranne sobotnie smażenie naleśników jest nie dla mnie. To strasznie stresujące stać nad kuchenką i myśleć o naleśnikach.
*
A ponieważ dużo czasu zajęła mi medytacja nad "jakie mam zrobić te naleśniki" to zrobiło się bardzo późno i wyszła owsianka. Z waniliowym mlekiem sojowym, z musem morelkowym i kawałkami różnych owocków które z tego czy innego powodu były w lodówce (jakieś 2 cząstki pomarańczy, pół brzoskwini, kawałek gruszki). Do tego zwyczajowa już cykoria z kawą i mlekiem, pół brzoskwini i serek wiejski z resztką sojowego-waniliowego.
*
Naleśniki lub placki spróbuje jednak zrobić na obiad i proszę o zobligowanie mnie do tego i sprawdzenie efektów (mam wrzucić zdjęcie).
A tymczasem zbieram się na rower by repecić owocki z ogrodu (ponoć już są białe maliny, a poziomek jest małe zatrzęsienie) i pomagać w szukaniu prezentu :)





