czwartek, 6 września 2012

Owsianka śliwkowo-jogurtowa


Po wczorajszym czekoladowo-maślano-orzechowym szaleństwie przyszedł czas na łakociowy odwyk. Miły i wyczekany wbrew okrutnie brzmiącej nazwie.
Na razie skończyłam pracę. Jeszcze tylko wróci jutro po złożeniu, wrzucę do wydruku i do promotora Teraz pozostaje mi liczyć tylko na to, że się spodoba.






Owsianka tak tradycyjna, że tradycyjnie się nie da: owsianka z na zwykłym mleku ze śliwką, bananem i jogurtem. Na deszczową pogodę i rześkie, chłodne powietrze. 
Wyjątkowo pyszna nowa kawa cykoriowa. Z mlekiem. 

środa, 5 września 2012

A na śniadanie: pieczone brzoskwinie Sophie Dahl z cynamonem i jogurtem.

Pieczone brzoskwinie z masłem, cynamonem i  brązowym cukrem, polane jogurtem (z odrobiną serka wiejskiego). Do tego syrop klonowy.
I jeszcze  płatki których nie jadłam od wieków czyli GoldFlakes (jejku - były tak pyszne, ze zjadłam chyba 3 porcje) z mlekiem.

A teraz będzie o brzoskwiniach. Sophie Dahl napisała na prawdę ciekawą i piękną książkę. Przeczytałam ją pewnego wieczora dawno temu jednym tchem. To już (albo dopiero) drugi przepis autorstwa Sophie jaki wykorzystałam. I drugi, którym prawdę mówiąc...nie jestem zachwycona. Nie to że brzoskwinki były niesmaczne. Były fajne, ale to akurat w większości zasługa samych brzoskwiń.
Obawiam się, zatem że Pannę Dahl nauczę się traktować po prostu jako dobrą pisarkę, która przypadkowo pisze na temat który wywołuje u mnie miłe myśli i taki który bardzo lubię (noooo....jedzenie przecież). A jej przepisy będę traktować jako luźną inspiracje. 


Zapisze przepis  w formie oryginalnej  (tzn. mniej więcej bo przecież nie będę przepisywać z książki), gdyby ktoś jednak chciał się pokusić o ich przygotowanie.

Składniki:
4 brzoskwinie (u mnie 4 połówki brzoskwiń)
mała łyżeczka cynamonu
łyżeczka brązowego cukru
odrobina masła
łyżeczka miodu (ja dałam syrop klonowy)
jogurt grecki (dałam zwykły)
łyżeczka ekstraktu waniliowego.

Sposób przygotowania:
Brzoskwinie myjemy, przekrawamy na pół i układamy w naczynku do zapiekania. Oprószamy cynamonem i brązowym cukrem, na każdej kładziemy skrawek masła. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 230 stopni (210 z termoobiegiem) i pieczemy 10 minut (ja piekłam 15 i i uważam, że być może i tak zbyt mało).
Podajemy z jogurtem wymieszanym z miodem i ekstraktem waniliowym.


Osobiście uważam, że znacznie smaczniejszy efekt - równomiernie miękkich i ciepłych brzoskwiń, a co jeszcze ważniejsze - równomiernie przyprawionych i słodkich, uzyskamy krojąc nasze brzoskwinki w kostkę (pomijając całkowicie zbędne masło) i mieszając z cukrem, cynamonem i ewentualnie wanilią. Tak by przyprawy pokryły każdy kawałeczek brzoskwini. I wtedy 10-15 minut w piekarniku faktycznie może być ok.
Jeszcze smaczniejszy, a szybszy efekt, będzie chyba, jeżeli te brzoskwinki do jogurtu, zamiast w piekarniku przygotujemy dusząc w rondelku (albo na patelni).

Brzoskwinki Sophie były bowiem zbyt słodkie i cynamonowe na górze, w środku będąc po prostu ciepławym owocem. Co więcej - na górze były mięciutkie - tak, że można było je jeść łyżeczką niczym dojrzałe kiwi, natomiast w środku  konieczny był dobry nóż i widelec, bo swoją strukturą nie odbiegały od normalnej, niezapieczonej brzoskwini.




wtorek, 4 września 2012

Śniadanie na dziwny dzień



Do domu wróciłam niespełna 30 minut temu. Po 12 godzinach dnia, wyjęłam z lodówki soczyste jabłko i ulepszam świat kubkiem z ciepłą kawą.
Zmęczona, acz całkiem zadowolona.
Do zobaczenia rano.
Siadam do pisania.


Śniadanie: brązowy ryż. Polany jogurtem i serkiem wiejskim, z duszonymi jabłkami z cynamonem, posypany cukrem waniliowym i orzechami brazylijskimi. A w trakcie jeszcze czekoladą z bakaliami. Kawa z mlekiem.








Gimnastyka z aparatem, czyli "jak tu ustrzelić fotkę"

poniedziałek, 3 września 2012

O dysleksji, dla tych co nie mają. Albo rzecz o świeRZych figach

Uprawiam blogową prywatę - część druga.
(Zastanawiałam się czy dodać ten wpis i do tej pory nie wiem czy by to dobry pomysł).

 "O dysleksji, dla tych co nie mają. Albo rzecz o świeRZych figach w owsiance" *.

Znam osoby które twierdzą, że to dziwadło które nie istnieje. Że to tylko odmiana lenistwa i kwestia tego, że dzieci przestały czytać książki, a wcześniej nie lepiły z plasteliny. Że kiedyś dysleksje karczowano dyscypliną (ściśle rzecz biorąc chodzi o wielką linijkę którą biło się po łapach).
A figę. Z makiem na dodatek (jakby się tak zastanowić to jest całkiem smaczne powiedzenie...)

W skrócie - historia z życia dyslektyka:
Odkąd zaczęłam czytać i pisać, uczyła się pisać i czytać wraz ze mną dysleksja. Uczyłam się szybko, więc i ona robiła postępy. Nauczyłam się czytać w 2 dni. Fenomen strony prawej i lewej odkryłam w późnym gimnazjum (a jaką frajdą było zobaczyć o co chodzi z tym lustrem ;)).
 Znam ortografie i zasady ortograficzne jak własną kieszeń. Mogłabym być korektorem cudzych prac. Kiedy czytam po godzinie własny tekst chwytam się za głowę. Nigdy wcześniej. Nie widzę, że pomyliłam połowę liter, że wymyśliłam nowe słowa, że słownik coś namotał w znaczeniach. Piszę więc o rozjuszonej czekoladzie, perwersyjnym charakterze tekstu, świerzych figach, albo manifeście kosmitów. Ot - tekst mam w głowie i widzę to co chce widzieć. Przez pewien czas.

No mniej więcej - na tym właśnie polega dyslekcja.

 Grafika pochodzi ze strony: http://liceum.magellanum.edu.pl/dysleksja/
* W gwoli wyjaśnienia (i przeproszenia za) codziennych poprawek w notatkach.

Owsianka ze świeżą figą i ciepły jogurt na zimne poranki


Śniadanie pełne różności:
mała owsianka ze świeżą figą; ciepły jogurt z duszonym jabłkiem i malinami, orzeszki brazylijskie i orzechowy mazurek na opłatku od babci (nie mojej).
Mazurek był boski.
Cykoria z kawą i mlekiem (a teraz jeszcze jabłko)


W kwestii śniadania:
1. Po pierwsze zrobiłam dziś pierwszy domowy jogurt owocowy słodzony stewią. No dobrze - nie do końca domowy, bo jogurt naturalny był akurat sklepowy. Niemniej jednak coś mam przeczucie, że gotowe jogurty owocowe odchodzą do lamusa.

2. "Nadchodzi Zima" (cytując klasyka). Myśl o zimnym jogurcie wyjętym z lodówki, w mroźny zimowy poranek, nieodmiennie napawała mnie smutkiem. Już się żegnałam ze śniadaniowymi jogurtami na najbliżej miesiące, aż tu nagle pojawiła się w mym umyśle myśl genialna, a i prosta zarazem. W skrócie: do podduszonych ciepłych owoców w rondelku wlałam jogurt i podgrzałam kilka sekund. I to było właśnie to :) Zimowy obrońca strapionych (fanów śniadaniowego jogurtu).

3. Wszystkich zainteresowanych muszę poinformować, że nie dysponuje przepisem na rodzinny mazurek orzechowy na opłatku. Widziałam go jednak kiedyś w internecie i patrząc na składniki, wolę aby tajniki jego wyrobu pozostały dla mnie tajemnicą. Liczę na to, ze figura się nie zorientuje.

4. To nie był najlepszy z poranków. Czy ktoś z was wie jak to jest mieć na prawdę złośliwego, dla czystej złośliwości sąsiada na dole ? Ja wiem. I mam dość. Nie móc spać bo ktoś wysyła Ci  sms'a tak wrednego, że nie możesz się uspokoić przez kilka godzin...dlatego że bieżnia pracowała 8 minut po 22.
(à propos - zna ktoś z was może jakiś sposób na całkowite wyciszenie bieżni? Poza samym systemem wyjątkowo cichej bieżni i specjalna matą pod maszynę ?Bo to nadal za głośno. Myślałam nad jakimś bardzo grubym filcem na podłogę albo watą jak do wyciszania ścian, ale nie wiem czy to się sprawdzi)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wiecie, że zaczęła się akcja - literatura na talerzu ? To chyba najbardziej interesujące mnie durszlakowe wydarzenie o jakim słyszałam. Wspominałam, że jestem książkowym molem, prawda ? Jedną z pierwszych książek jakie przeczytałam w dzieciństwie był Król Maciuś I i to tylko dlatego, że moja mama się pomyliła i powiedziała mi kiedyś, że król Maciuś wybudował miasto z czekolady. A opisy jedzenia w książkach interesują mnie dalece bardziej niż opisy przyrody. Mam już dwa plany na te akcje, ale muszę mieć czas i okazje je zrealizować. Oba z Sagi Pieśni Lodu i Ognia R.R. Martina. Ktoś chce się przyłączyć ?

ps. zapomniała bym - do listy ulubionych słów kluczowych mojego bloga doszło nowe - krakowska drobiowa kalorie.
ps 2. moja dyslekcja mnie przeraża. Widzieliście kiedyś świerże figi ? Bo mój mózg chyba tak.

niedziela, 2 września 2012

Przemyślenia Elina nad jedzeniem:

O ustroju świata:
Zdrowe i rozsądne odżywianie w moim przypadku kończy się tam gdzie zaczyna się "zrobić na termin pracę", albo "dużo pracy umysłowej na już". Chociażbym wówczas chciała nie jeść czekolady to sztuka taka nie wyjdzie. Choćbym nawet nie miała na nią ochoty. Mój mózg jest bowiem cukrożerny. Jeżeli ma zrobić coś na co nie ma ochoty w dużym zakresie, bez bardzo skoncentrowanego paliwa nie ruszy. Dziś dotarło do mnie, że to właściwie trochę straszne.
Na szczęście mózg posiada również drugą kieszonkę odpowiedzialna za potrzebę sportu. Dzięki niej prostują się zgarbione nad komputerem kręgosłupy i spalają kalorie z tabliczek czekolady.
To w sumie miło, że ktoś tak skonstruował świat, prawda ? Że wszystko jest na swoim miejscu, a na każde yin znajdzie się yang, a na każdą łaciatą milkę - bieżnia do biegania.


Z drugiego śniadania:
Jem czarny chleb z sojowym salami posypanym przyprawą do karkówki. Co TY - możesz wiedzieć o jedzeniu mięsa ?
Od jakiegoś czasu szukam nowych i prostych, nieznanych mi smaków. Kiedyś byłam wegetarianką tak silnie ideologiczną, że nie byłam w stanie tknąć szynki z soi. Mój organizm chciał pokazać światu jak to bardzo nic mu nie brakuje.
Coś wam powiem: sojowe salami smakuje jak czipsy bekonowe. Tyle. Mięsożerni znajomi orzekli to samo.

Plackowa prababcia:
Patelnia na placuszki (jajka, albo burgery) to nie wymysł naszych czasów. Wiecie - taka z dużą ilością okrągłych wgłębień. Serio. Spacerując po pchlim targu w niedziele zobaczyłam na stoisku z żelastwem wszelakim, prababcie nowoczesnych teflonowych smażarek plackowych. Żeliwna, ciężka, lekko pordzewiała patelnia plackowa na kuchnie węglową. Cóż. Pozostaje zapytać tylko -  czy takie w misie tez produkowali ?

Jak zrobić...Czyli zagubieni nad talerzem?
Przejrzałam dziś statystyki mojego bloga. Pewnie też czasem was ciekawią. A tam jest takie pole które pokazuje po czym ludzie wyszukują w google wasz blog. Słowa kluczowe. Wszelkie poszukiwania przepisu na owsiankę i ryż na mleku były zawsze mile przyjmowane i całkowicie prze mnie rozumiane. Podobnie jak na nisko tłuszczowe ciasta albo zapytania o pomysły na śniadanie. Ostatnio jednak google wyraźnie robi ludzi w konia, a ścisłej rzecz ujmując w barana na szpikulcu. Proszę podnieść ręce (te 5 osób) które szukały u mnie hasła: jak mają zrobić kebeb. 


Owsianka rafaello

Był kiedyś u mnie w domu przepis na ciasto rafaello. Jego masę wyjadałam placami i łyżeczką, a że ciasto było bardzo proste i poza spodami robiło się je "na zimno" dość często trafiało na nasze stoły. Od paru lat go nie widać ? Może się nim znudzono ? Tak czy inaczej masę robiło się ze śmietany kremówki, wiórek kokosowych, rozpuszczonej* białej czekolady, a całość trzymała się razem dzięki proszkowi od "śnieżki".
Tą masą przekładało się jasne biszkopty z kawałkami migdałów.


 Ostatnio pomyślałam więc o śniadaniowej owsiance "rafaello". Pomyślałam więc zrobiłam i powiem wam, że była dobra (w swej ropustności ;)).

Śniadanie:
Owsianka na mleku kokosowym z wiórkami kokosowymi, rozpuszczoną białą czekoladą, kawałkami migdałów i śnieżką.


Składniki dla 2 osób (owsianka Rafaello):
Mleko kokosowe (290 g)
Biała czekolada (1,5 linijki)
kawałki migdałów (10 g)
śnieżka w proszku (3 łyżeczki
płatki owsiane+otręby (80g)
wiórki kokosowe (10g)
Enjoy :)

Z tym przepisem chciałabym jednak jeszcze pokombinować np. mleko z młodego eko kokosa (które jest lekko kwaśne) zastąpić zwykłym. Natomiast szczególnie interesująco komponował się w owsiance smak białej czekolady rozpuszczonej w kokosowym mleku.




Ogłoszenie: Szukam przedwojennych książek kucharskich dla wegetarian (Kuchnia jarska, Mały kucharz jarski, Precz z mięsożerstwem itp). 
Mam jeszcze do was prośbę. Otóż. Ostatnio w elektronicznym archiwum biblioteki narodowej znałam kilka przedwojennych książek kucharskich dla wegetarian od roku 1870-1936 oraz kilka książek z tego czasu po prostu poświęconych wegetarianizmowi. Były fascynujące. Na prawdę. Przynajmniej dla mnie. Poza tym - uwielbiam stare książki więc w tych dziełach skupiła się moja miłość podwójnie. Z archiwum allegro widziałam, że czasem się je sprzedaje. W bardzo różnych cenach, ale to rzadko. Czasem też zdarzają się w antykwariatach i na wyprzedażach starych książek. Gdyby komuś z was wpadła w ręce chętnie odkupię, wymienię - cokolwiek :)
Ogłoszenie: Szukam przedwojennych książek kucharskich dla wegetarian (Kuchnia jarska, Mały kucharz jarski, Precz z mięsożerstwem itp).

*  tak wiem było - " rozjuszonej" białej czekolady - pisałam, ze jestem dyslektykiem i nie mogę ufać słownikowi worda, bo on zawsze mnie w coś wpakuje.