Trzy dni ciszy. Niezamierzonej i nie planowanej. Czasem po prostu tak się zdarza, że rano nie ma czasu, a potem jest już zbyt późno na cokolwiek. Przelękłam się jednak że 3 dni mogą zakończyć się trzynastoma, a trzynaście w tysiąc 3.
Śniadania ostatnich dni dopasowują się do panującej pogody i porannego pośpiechu. Owsianki. W ciągu tych kilku dni przez kuchenne rondle i śniadaniowe talerzyki przewijała się klasyka gatunku: banan, rodzynki, jabłko, gruszka, pieczona dynia, cynamon, orzechy włoskie. Do tego jogurt lub maślanka. Serek wiejski lub serek homogenizowany.
Dziś na śniadanie jedna z moich ulubionych owsianek czyli kremowa owsianka z jajkiem, w odsłonie waniliowej (na waniliowym mleku sojowym) oraz jogurt z jabłkiem i cynamonem.
Na deser zdarzył się jeszcze rządek łaciatej czekolady.
Jak zrobić ? Jak klasyczną owsiankę. Płatki gotujemy najpierw na wodzie, potem na mleku, na końcu przyprawiamy solą, jakimś słodzidłem i czym jeszcze chcemy. Zdejmujemy z gazu dodajemy roztrzepane jajko i mieszamy wstawiając ponownie na bardzo, bardzo mały ogień. Po mniej niż minucie powinno być gotowe.
KARMA (restauracja Kraków)
W innych kwestiach kulinarnych, więcej było moich prywatnych testów dań, produktów i restauracji niż gotowania czy pieczenia.
Przede wszystkim bardzo utwierdziłam się w mojej negatywnej ocenie krakowskiej Karmy (bar wschodni w stylu, wegetariański na ul. Krupniczej). Mimo całego zapału i dobrych chęci który miałam dla tej knajpki moja druga już w niej wizyta zakończyła się daniem jeszcze gorszym od poprzedniego. Zielone curry z tofu i ryżem basmatii było po prostu nie smaczne. Pomijam fakt, że nie było ani trochę zielone i pioruńsko ostre (tak, że na początku miałam problemy z określeniem smaku), że z warzyw znalazłam w nim ze 3 kawałki marchwi i jedną fasolkę, a tofu okazało się po prosu surowym, niedoprawionym białym plastrem na górze. To można było jeszcze uzasadnić, ale ono po prostu było kiepskie. Nie wspominając już o tym, że prawdopodobnie było przyczyną bardzo kiepskiego stanu mojego brzuszka, trwającego aż do teraz.
Na obronę powiem, ze ciasto owsiano-daktylowe było bardzo smaczne, ale zupełnie nie wiem jak je wykonać. Nigdzie nie znalazłam podobnego. Nie wystarczy to jednak aby pójść tam jeszcze choćby raz.
WOSTOK
Inne moje odkrycia kulinarno-jedzeniowe były już weselsze. Po raz pierwszy piłam wostock.. Robotniczy napój dla ludu miast i wsi ;) Czyli radziecki odpowiednik coca-coli w nowej odsłonie (więcej tu: http://wostok.pl/). To nie reklama. Te 9 zł za butelkę zapłaciłam sama, ale napój i jego oprawa graficzno-marketingowa jest po prostu rozczulająca.
Napój jest trudno dostępny, da się go raczej dostać w niewielu miejscach,a jego cena jest na prawdę sporym faktorem zniechęcającym gdyby ktoś chciał mieć z nim bardziej regularne kontakty. Niemniej jednak smakuje ciekawie. Z colą nie ma nic wspólnego, posiada za to aromat selera naciowego i herbaty. Lekko gazowany. I ponoć zdrowy.
TYKWA JADALNA
Dostałam od mamy jako pamiątkę z jej zagramanicznych wakacji wielką żółtą tykwę (znaczy wydaje mi się, że to tykwa bo wygląda jak tykwa, ale mama nie wiedziała co to za warzywo, aczkolwiek sprzedawca naprowadzał na coś z cukinią). Ma ktoś pomysł co ciekawego można z takiej tykwy zrobić do jedzenia ?













