Na ławce w parku (na plantach jeżeli ktoś wie co to).
Jadę rowerem obok dziwnej sceny. Dwóch młodych ludzi częstuje starszego leżącego na ławce Pana żula papierosem. W zamian słyszą : dziękuje gwiazdą że postawiły Cię na mojej drodze i umożliwiły nam spotkanie.
To chyba dobry komentarz do tego co mam zamiar zrobić. Jestem przemęczona. Za dużo emocji, za mało snu. Od komputera puchną mi oczy. O 3 lub 4 kiedy zaczyna świtać idę spać. Czas przestać.
Spędzam nad pracą cały dzień i nie popycham jej ani krok w przód. Martwię się bo nie wychodzi. I mamy zamknięty krąg i samospełniającą się przepowiednie. Na tym Koniec. Przez duże K. To będzie weekend bez pracy. Pójdę na gorącą czekoladę i obejrzę film. Upiekę ciasto.
Jest taki cytat - nie pamiętam już kogo - nadzieja jest wtedy kiedy jest ciasto.
Praca poczeka. Owsianka bardzo tradycyjna. Tzw. "na winie". Bez eksperymentów. Bardzo owocowa i przyjemnie słodka. Kojarząca się z rajem.
Banan, jabłko, truskawki, syrop mandarynkowy i kandyzowana mandarynka. Cynamon.
Zmiana obrusa. Na biały.
Tak - po to mi utopia.

