Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mikołajki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mikołajki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 grudnia 2012

Mikołajkowe, śniadaniowe podsumowanie :)

Czy to już czas aby podsumować blogowe mikołajki ?

W książce G. Balandiera „Życie codzienne w państwie Konga” opowiedziana jest historia pewnej szalonej patriotki, twórczyni wielkiej herezji i odbudowcielki autorytetu władzy państwowej w swoim kraju. Dona Beatriz lub jak kto woli wielka Kimpa Vita, jak pisze autor, „ma obyczaj umierać każdego piątku. Udaje się wówczas do nieba, aby spożyć obiad z Bogiem, bronić sprawy Czarnych, a przede wszystkim zabiegać o odbudowanie Konga (…) następnie zmartwychwstaje w sobotę” (G. Galandier, Życie codzienne w państwie Konga, s. 204). Ja co prawda nie mam tak wyrafinowanego gustu, wspaniałych ideałów oraz tak doskonałych znajomych na obiedzie, ale w pełni rozumiem fakt, że ktoś ma w zwyczaju umierać w piątkowe popołudnie. i zmartwychwstanie najwcześniej w sobotę późnym popołudniem.

Tym małym wstępem chciałam wytłumaczyć dlaczego podsumowanie nie jest jeszcze zrobione. Dopiero w piątek mój organizm pozwala sobie na zauważenie faktu, że od 5 dni śpi po 5 do 6 godzin i że ogólnie to pada z nóg. Że nie ma na nic innego siły jak tylko zakopanie się w gruby koc, zaparzenie herbaty i włączenie nieskomplikowanego serialu. A potem na sen...sen bez porannego budzika. (Swoją drogą skończył mi się nowy sezon true blood i czuje się jak dziecko we mgle....brak mi ciekawych seriali do oglądania).

Jest 19. Sobota. Wieczór. Za oknem około -10 stopni. Ciepłe waniliowe mleko z przyprawą korzenną stoi obok. Mikołajkowy entuzjazm gdzieś wyparował. Można myśleć trzeźwiej. Czas napisać coś o mikołajkach.

Wydaje mi się, że chyba niemal wszyscy otrzymali już prezenty. Prawie wszystkie dotarły na czas.  

Miło mi ogłosić, że w zabawie mieliśmy wylosowane następujące kombinacje:



 
(pozuje: prezent dla Ashtray)

Nie wiem jak powstał ten algorytm losujący, zadziała jednak chyba sprawnie. Wymiany były spore. Niektóre paczki jechały przez naprawdę całą Polskę, aby w końcu dotrzeć do adresatów (całą zarówno w wymiarze horyzontalnym jak i wertykalnym).
Wśród prezentów top 5 najpopularniejszych były: domowe ciasteczka, czekolada, herbata, domowa granola, kubeczki

Ciasteczka upiekłam ja, Kasztanowa i Paulina; Klaudia P. upiekła piernik, a Arbuzowedaiquiri biscoutii. 

Herbatę do paczki włożyła Missimo, Maria'n i Ametutu
(prprezent dla Kerali)
Kubeczek to pomysł Brendy, Ashtray i Klaudii
(dla Brendy)
Granolę przygotowała Karela i Brenda;
 (prezent dla mnie)
Czekolad było natomiast naprawdę dużo. Musiałabym wymienić niemal wszystkich was :)
 (dla Ametutu)
Do najoryginalniejszych prezentów należała chyba żabkowa skakanka przesłana przez Ametutu, nasionka chia od Arbuzowedaiquiri i dzbanuszek kupiony przez Paulę. Paula, Ametutu i Kasztanowa same też narysowały świąteczne kartki :) 
Mam nadzieje, że w wyliczeniu o nikim nie zapomniałam :)
(prezent dla Arbuzowedaiquiri)
W wielu prezentach widać było wiele zapału i prawdziwej chęci sprawienia komuś radości. Dużo osób jakiś fragment prezentu przygotowało samodzielnie, wiele napisało prześliczne świąteczne życzenia lub bardzo życzliwe wiadomości.
Mam nadzieje, że nikt w wyniku tej małej zabawy nie poczuł się zawiedziony, nikomu nie sprawiła smutku. Jeżeli się mylę to w swoim imieniu bardzo przepraszam. Mnie osobiście akcja przyniosła wiele radości i uśmiechu oraz taki mały fragment świątecznej ekscytacji na początku grudnia. Wiem, ze niektórzy dłużej czekali na prezent, inni denerwowali się czy paczki już doszły do adresatów albo nie wiedzieli kto był ich Mikołajem. Nie wszystkich problemów udało się więc uniknąć. Część osób wylosowała blogi dziewczyn, którychś wcześniej nie odwiedzała. W przynajmniej kilku przypadkach stało się tak jednak „na szczęście” i parę osób ma teraz nowych znajomych i nowe blogi, które może odwiedzać. Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że niestety nie każdy przypadek był tak szczęśliwy. To jedna z rzeczy nad którymi chciałabym pomyśleć naraz następny. Inną jest np. to co teraz zrobić z bazą adresową. Powinnam ją usunąć. Tak było w planie. Zastanawiam się jednak czy nie istnieje jakiś dobry powód aby sobie istniała, nieruszana aż do przyszłego roku. Mogło by to ułatwić trochę zabawę.
Jeżeli macie jakieś sugestie i uwago to bardzo chciałabym je przeczytać, przemyśleć. Kieruje to nie tylko do tych którzy odważyli się bawić w mikołajki w tym roku, ale do wszystkich. Osobiście nie mam dużego doświadczenia w organizowaniu czegokolwiek dla innych. Nie jestem typem przywódcy. Przyzwyczaiłam się do odpowiedzialności wyłącznie za siebie. Potrzebuje więc garści dobrych rad.  Jeżeli z jakiś powodów nie chcecie pisać publicznie podaje mojego meila: elin.1@tlen.pl . Naprawdę – nie gryzę.
Dziękuje zatem wszystkim, którzy się zdecydowali i odważyli pobawić wspólnie. Mam nadzieje, ze nie było tak źle. Nawet mimo kilku potknięć i niedociągnięć. Zapraszam za rok (a może wcześniej przy jakiejś okazji?. Wszystkich czytelników i nie czytelników podziomnika :)


Sobotnie śniadanie - owsianka zimowa

Śniadanie ? Spałam dziś za dwa dni. Śniadanie wypadło więc w porze obiadu. Pogoda za oknem i nastrój lenistwa sprzyjał rzeczą nieskomplikowanym. Owsianko-manna z jabłkiem, bananem i przyprawą korzenną. Dużą ilością miodu, odrobiną wanilii, orzeszkami i kremowym serkiem. Posypana migdałami, marcepanem i czekoladą z żurawiną. Na mleku sojowym. Rogalik. 
Pseudokawa z mlekiem i jeszcze kubek truskawkowej maślanki. 
Misja śniadaniowa wykonana.  

czwartek, 6 grudnia 2012

Tylko tyle i aż tyle, czyli Mikołajki :) Oraz mój śniadaniowy powód do dumy

Zbliża się północ, a ja dodaje śniadaniową notkę. Musicie mi jednak uwierzyć na słowo, że dopiero wróciłam do domu. Ale o jej napisaniu myślałam pół dnia.

Kiedy ogłaszałam tą wariacką akcję mikołajkową, myślałam  że to dobry pomysł.
Potem cieszyłam się patrząc na wasze blogi, kiedy pisaliście o świętach. Kerelowe „ekscytuje się jak pięciolatka” wywoływało u mnie uśmiech za każdym razem kiedy na nie patrzyłam. Ale wiecie – ja tak właściwie to nigdy nie lubiłam świąt. Powiedzmy oględnie, że nie miałam powodu. I dopiero wczoraj, kiedy czekałam pod pocztą do jej zamknięcia by odebrać awizo zrozumiałam, że sama cieszę się jak pięcioletnia dziewczynka.
To były jedne z najmilszych mikołajek w moim życiu. Bardzo wam dziękuje :)
Mój „mikołaj” od losowania nie zdradził mi mojego nadawcy paczki aż do końca (choć wierzcie mi - to nie było łatwe). W rezultacie wywołał nie małe zaskoczenie zarówno u mnie jak i u Pani w pocztowym okienku, która pierwszy raz w życiu miała przyjemność wydawać paczkę od Eweliny Kamińskiej dla Elin Kamińskiej (tak Elin to zdrobnienie).
Paczkę ostatecznie odebrałam dopiero dziś wieczorem. Listonosz miał ponoć wczoraj tyle paczek do rozdania, że wrócił z nimi dopiero dziś nad ranem. W ten sposób poznałam Panie na poczcie głównej a Panie z poczty poznały mnie ;) W ramach mikołajek Pani z „mojego” okienka oświadczyła mi że zamierza być wredna i teraz „będzie się czepiać”, a zamiast prezentu zamierza mi wydać list z urzędu skarbowego. To będzie moja ulubiona „Pani z okienka” :D


Musiałam być grzeczna bo Mikołaj odwiedził mnie tyle razy, przynosząc tyle wspaniałych rzeczy. Gwiazdka się chowa.
Od Kareli dostałam „elinową granolę” zrobioną specjalnie dla mnie (z migdałami, orzechami, sezamem płatkami owsianymi, czekoladami różnego typu i kajmakiem! Czyli tym co u mnie w owsiankach pojawia się najczęściej i co budzi moją największą radość) zapakowaną w czerwoną pierniczkową puszkę, pierniczka z wrocławskiego „kiczowatego jarmarku” i jej ulubioną czekoladę. A poza tym tak strasznie optymistyczną kartkę, że rozważam, czy nie położyć sobie jej przy łóżku aby czytać ją sobie rano na poprawę nastroju :)

Przy poduszce, po powrocie z pracy,  znalazłam też drugi zestaw. Od mikołaja od losowań. Mufiniasty kubeczek, moje ulubione perfumy o zapachu czekolady z tofii, drewniane łyżeczki do owsianki i wymarzoną „kosteczkę” czekolady z krakowskiej manufaktury czekolady (białą z orzechami i migdałami). Zawsze patrzyłam na nie z nieukrywanym zachwytem. Są takie piękne. Jak małe dzieła sztuki – wielkie bloki  najpyszniejszej w świecie czekolady leżące w olbrzymich koszach za szklana szybką. Mikołajowi poduszkowemu też ślę więc moje podziękowanie.

I wszystkim innym Mikołajom. Jesteście super. Nawet tym od talerza cukierków przy moim biurku w pracy ;) O tych od patery na ciasto i czekolady z karmelem nie wspominając.

Próbując przestać się ekscytować i wracając do codziennego rozsądku, chciałam tylko wam napisać, że zamieszczę na podziomniku podsumowanie śniadaniowych mikołajek, kiedy tylko wszystkie paczki dotrą do adresatów. Trzymam kciuki aby było to najpóźniej jutro.
Mam olbrzymią nadzieje, że jeżeli ktoś jeszcze nie dostał swojej mikołajkowej przesyłki to tylko dlatego, że w okresie świątecznym poczta ma zbyt dużo na głowie i nie nadąża z dostarczaniem prezentów. Że to na pewno wina tylko tego, że listonosze – tak jak mój - mają tyle paczek na głowie i w torbie, że wracają nad ranem.
Chciałabym też spróbować z tą zabawą za rok. Jeżeli znajdą się jacyś chętni. Tylko może trochę mniej na wariata ? Trochę wcześniej ? Bez denerwowania się „co to będzie?”. Z nutką trochę większej śmiałości. Jeżeli znajdą się chętni.

(za jakość zdjęć bardzo przepraszam, ale koło północy strasznie trudno się fotografuje....)

************************************************************************
Śniadaniowy powód do dumy

W drugiej części będzie o śniadaniu. Moim małym dzisiejszym arcydziele. Zastanawiałam się jak ją nazwać. Pierwszy raz w życiu jadłam owsiankę tak doskonałą, że była bym skłonna zamienić się w zamian za nią nawet za kubek najlepszej wedlowskiej gorącej czekolady. Tak - stworzyłam arcydzieło. I wciąż jestem z niego dumna. 


Tak – to właściwie ta sama co wczoraj.
 Nie –  to nie dlatego, że nie miałam pomysłu na śniadanie. Nagle po owsianym kryzysie pojawiło się ich tak wiele. Od wczoraj jednak ta czekoladowo-pomarańczowa owsianka nie chciała puścić się spódnicy moich myśli. Rozważałam proporcje, kombinowałam z dodatkami. Zwiększyłam ilość kakao i miodu. Kupiłam prawdziwy marcepan, lepsze mandarynki; ubiłam w moździerzu kilka goździków i kawałek cynamonu; dodałam wanilii.
Słodka i marcepanowa z wyraźną goryczką gorzkiej czekolady i pomarańczowej skórki. 
"Owsianka czekoladowo-mandarynkowa z przyprawami korzennymi i marcepanem" -to brzmi tak prozaicznie. "Gorąca czekolada z pomarańczowym marcepanem"  to zbyt mało. Może po prostu "owsianka – ekskluzywna edycja zimowa" ?. 

To będzie pierwszy przepis na moim przepiśniku – tak tym blogu co go założyłam wieki temu i nie używałam. 
Potem będzie przepis na ciastka dla Ashtray.  Z nich też jestem dumna.
Swoją drogą -  nie wiecie nawet ile warstw foli bąbelkowej użyłam żeby się nie połamały. A i tak miałam przed oczami wizje, że Asthray dziś dostanie  "owsianą posypkę" do mleka.
Napiszę tylko, że bardzo się cieszę, że smakowały :)